Autor Wątek: Rumuńskie Karpaty  (Przeczytany 5575 razy)

Offline Mężczyzna arkadoo

  • Wiadomości: 2767
  • Miasto: Łódź
  • Na forum od: 22.11.2006
    • http://www.rower.fan.pl
Rumuńskie Karpaty
« 26 Maj 2012, 22:15 »
Poniżej przeklejam tekst przesłany przez Damiana.



Po tygodniowym odpoczynku od wyprawy po Wyspach Brytyjskich http://www.podrozerowerowe.info/index.php?topic=6506.0  nadszedł czas na kolejną
przygodę. Kierunek rumuńskie Karpaty. Główne cele to najwyższe rumuńskie drogi
Transalpina i Transfagaraska, najwyżej w Karpatach położone schronisko Cabana Omu
jak również wejście na najwyższy szczyt Rumunii - Moldoveanu, zaliczany do Korony
Gór Europy.

Tydzień przerwy zleciał strasznie szybko.  W tym czasie oddałem rower na przegląd,
uzupełniłem zapasy oraz pojeździłem trochę na moim góralu. Po przeglądzie rower
powinien przejechać całą wyprawę bez usterek.  Na Wyspach zdążył się dotrzeć więc
teraz powinienem mieć spokój. Jedyną zmianą w rowerze jest nowa linka tylnej
przerzutki w pełnym pancerzu. Reszta przesmarowana i idealnie wyregulowana przez
Grześka ze sklepu Ducato DSR w Jeleniej Górze - pozdrawiam ;) Reszta sprzętu bez
większych zmian. Namiot ten sam co w UK. Pęknięty kijek od stelaża zabezpieczyłem
tylko mocną taśmą. Powinienem wytrzymać jeszcze ten wyjazd. Zamiast maty
samopompującej wziąłem karimatę. Z maty zaczęło uciekać powietrze. (wyciąłem info o sponsorach - arkadoo)


Dzień 1. 19.05.2012 PKSem prawie do Zakopanego.
39.68km, 17.4śr, 47.6max, 684m w górę, 2h16m58s


Pobudka 4:30, wyjazd 5:40. Z zapakowaniem roweru do bagażnika nie miałem żadnych
problemów. Kierowca poprosił tylko abym "cały ten majdan" zapakował przez niego
wskazanym miejscu. Miejsca było na tyle, że po zdjęciu przedniego koła rower oparłem
na leżąco na sakwach, na to jeszcze położyłem przyczepkę i tak całość przejechała
ponad 420km. Dopłata do biletu za majdan czyli za rower, przyczepę i sakwy to 7zł.
Trochę tego mam więc opłata podwójna ale i tak tanio. (wyciąłem info o sponsorze - arkadoo) Po spotkaniu ruszyłem do Zakopanego
gdzie zrobiłem ostatnie zakupy i kilka zdjęć na tle Giewontu. Zakopane znam dobrze
więc do centrum nie wjeżdżałem. Ponieważ do zmroku pozostało niewiele czasu musiałem
zwiększyć obroty aby dojechać do Łysej Polany i zjechać w kierunku Popradu. Po całym
dniu siedzenia w autobusie nie było to wcale takie łatwe. Nocleg na słowackiej
polanie na 1100m.npm.


Dzień 2. 20.05.2012 Męczące podjazdy.
167.43km, 19.4śr, 58.2max, 1648m w górę,


8h36m36s Po nocy niedaleko słowackiej nartostrady poranek nadzwyczaj ciepły. Do
Popradu przeważnie z góry, kawałek nawet drogą rowerową ze wszystkimi możliwymi
udogodnieniami. W Popradzie zakupy i jazda na południe. Tu zaczęły się spore pagóry
po 15-16%, kilka razy przebiłem granicę 1000m. Byłem tak blisko Kralovej Gory, że
przez moment zastanawiałem się czy by się znów tam nie wtoczyć. Od 11:00 do późnego
popołudnia baaardzo ciepło. Często chowałem się w cieniu i wypiłem ponad 6 litrów
płynów. Czasami zastanawiałem się czy jestem na Słowacji czy w Rumunii. Cyganów i
ich wiosek cała masa. Chwilami widziałem wiecej cyganów niż samych słowaków. Ale to
jakiś słowak nieźle mnie nastraszył. Tuż za mną ostro hamował z piskiem opon. Nie
wiem czy się zagapił czy mnie nie zauważył ale ciśnienie to mi podniósł. Ostatnie
kilkadziesiąt kilometrów do granicy węgierskiej praktyczne z góry, tu zjechałem
ponad 700m. Na 148km kryzys, ktoś wyłączył mi prąd. Półgodzinna przerwa, posiłek i
spora ilość wody przywróciła moc. Na przejściu graniczym Domica-Aggtelek godne uwagi
jaskinie krasowe, skały wspinaczkowe i cała baza turystyczna. Po węgierskiej stronie
przy restauracji free Wi-Fi :) Pod koniec jazdy w wiosce nabrałem butelkę wody ze
studni na "prysznic". Nocleg na polanie.


Dzień 3. 21.05.2012 Polak, Węgier dwa bratanki...
160,87km, 20.7śr, 36.2max, 283m w górę, 7:52:19


Poranek bardzo ciepły, ale na łące wilgotno. Rosa na trawie i
namiocie. Od razu przebieram się w letnie ciuchy. Przed siódmą już 15st.C. W
pierwszym napotkanym markecie w Mikosc zrobiłem zakupy. Ceny w setkach i tysiącach
ale po przeliczeniu podobne do naszych. Niespodzianką jest WiFi w sklepie. Po
wyjściu że sklepu znów niespodzianka. Ktoś przyczepił mi do masztu z flagami wstążkę
w barwach Węgier. Nie wypada odczepiać:) Płaski etap z lekkim wiatrem z przodu. Do
11:00 jechało się dobrze, potem było strasznie gorąco. Mój termometr pokazał 33st.C.
Wypiłem sporo wody i zjadłem 2L lodów. Dłuższe przerwy robiłem w marketach. Pomiędzy
lodówkami odczuwałem przyjemną ulgę. Często uciekałem od słońca szukając cienia.
Zdaję się, że przez większość dnia jechałem po drogach z zakazem dla rowerów. Znaki
i zestawy znaków były dla mnie co najmniej niejasne. Zakaz dla rowerów, za chwilę
uwaga na rowery, w miasteczkach drogi rowerowe ale z końcem miasta znów zakaz i brak
możliwości objazdu. Pomieszane to trochę. Drogi rowerowe różnej jakości od bardzo
dobrych po tragiczne chociaż dobrze, że zaczynają budować i tu. Miejscami krawężniki
po 10 i więcej centymetrów wysokości. Wczoraj Słowacja, dziś Węgry, jutro wjazd do
Rumunii do której mam około 40km. Zaskoczeniem jest spora dostępność darmowego WiFi.
Dziś bez szukania znalazłem kilka razy. W Tesco, McDonalds czy innych dość
przypadkowych miejscach.


Dzień 4. 22.04.2012 Upał i burza.
 144.11km, 19.8śr,43.7max, ok.500m w górę 7:16:32,


33st.C Noc ciepła, miejsce do spania dobre chociaż może trochę zbyt blisko drogi.
Słyszałem pędzące ciężarówki. Już przed siódmą 17st.C. Z każdą godziną było coraz
bardziej gorąco. Koło 10:00 wjechałem do Rumunii. Przed południem 30st. Potem już
nawet nie patrzyłem. Rano zatrzymał mnie mołdawianin i poprosił o zdjęcie ze mną.
Proponował nawet podwiezienie do Mołdawii ale tam już byłem :) Do miasta Obarea
płasko, potem lekkie pagórki. Rumuńskie drogi bardziej dziurawe od węgierskich, jest
też sporo kolein. 110km do 15:00. Ogromne pragnienie zmusiło mnie do szukania wody
po wioskach. Uprzejmi Rumuni chętnie dzielą się wodą ze swoich studni. Po 16:00
zmiana pogody. Nagłe zachmurzenie, burza i ulewa. Ochłodziło się o 10st. Znów
utknąłem na przystanku ;) Jedną godzinę straciłem dziś na chowanie się w cieniu
przed upałem a drugą na czekanie aż przestanie lać. Zaciągło na dłużej. Podjechałem
do wioski i znalazłem budynek w budowie. W sam raz na suchy nocleg. Wszystko było by
ok gdyby nie fakt że ta budowla to przyszły kościół ;) Od wczoraj nie działał mi
licznik więc dziś kupiłem chińczyka z marketu. Wydaje mi się, że to wina ładowarki
na dynamo która zakłóca działanie licznika bezprzewodowego. Często podczas ładowania
licznik przestaje pracować. Jutro jeszcze wymienię baterię. Może zadziała. Jutro
wjazd z góry.


Dzień 5. 23.05.2012 Polubić Rumunię.
183.51km, 17.3śr, 52.4max, 1682m w górę, 10:37:56, 26st.C.


Ktoś kto wjeżdża do Rumunii pierwszy raz może od razu zrazić się do tego kraju.
Niedobre drogi, bieda na ulicach szczególnie w małych miasteczkach i wsiach,
cygańskie osady, głodne dzikie psy czy żebrzące dzieci pod sklepami gdzie strach
zostawić rower nawet na chwilę. Poza tym ostatnim reszta wcale mi nie przeszkadza a
w dodatku postanowiłem znaleźć kilka rzeczy które mi się tu podobają. Na pewno to
jak kierowcy ostrzegają klaksonem gdy nadjeżdżają a także częste pozdrowienia z ich
strony, piękne kobiety oraz wszechobecne Wi-Fi. Także to, że potrafią zbudować i
jeździć swoimi autami. Dacie, Dac'e oraz Roman'y są wszędzie. Przejechałem już ponad
500km po rumuńskich drogach i nie widziałem żadnego zakazu dla rowerów. W Alba Iulia
i Sibiu są nawet niezłe drogi rowerowe. Tak trzymać! A to co najpiękniejsze jeszcze
przede mną przecież niedługo wjeżdżam w góry :)

Udany dzień jeśli chodzi o jazdę. Z Lunca do Sebes dwa długie podjazdy na 1240 i
1000m po drogach rejonu gór zachodniorumuńskich, niezła średnia i sporo kilometrów.
Miałem uderzyć na Bihor, najwyższy tutejszy szczyt ale moje opony i obciążenie nie
nadają się na tak kamienistą drogę więc podjazd odpuściłem. Jeszcze zdążę się
zmęczyć na wyższych drogach. Pierwszy podjazd kręty i męczący, chwilami jechałem
poniżej 10km/h. Drugi mniej wymagający. Zjazdy długie i łagodne. Po drodze
turystyczne miasteczko Ariesani. Brak problemów z wodą. W górach i przy drogach
pełno źródełek. Pod koniec dnia wjechałem do miasta Alba Iulia stolicy Siedmiogrodu
i znalazłem wspaniałą twierdzę. Bardzo klimatyczne. W środku katedra prawosławna,
uniwersytet, kościół, kilka sporych pomników a także odnowionych płaskorzeźb. Nawet
przebrani strażnicy przy bramach. Po godzinnym zwiedzaniu wyjazd z miasta w
poszukiwaniu miejsca na nocleg. Spanie za miasteczkiem Sebes na polu z dala od drogi.
W nagrodę wypasiona kolacja z rumuńskim piwem i bułgarską chałwą.


Dzień 6. 24.05.2012 Spokojnie, bez przygód.
128.95km, 20.4śr, 52.8max, 948m w górę, 6:19:28


W nocy i rano padało z przerwami. Wyjechałem dopiero o 7:30. Namiot niestety mokry.
Droga do Sibiu dość ruchliwa, sporo ciężarówek, sporo z Polski. Nie spiesząc się
dojechałem przed południem. Zatrzymalem się w Mcdonald na kawę i frytki oraz free
Wi-Fi. Tak zleciała godzina :) Postanowiłem trochę zwolnić i zrobić sobie luźniejszy
dzień. Będą góry będę walczył, teraz nie ma po co tak gonić. Przejazd przez Sibiu
przyjemny, przez całe miasto prowadzi droga rowerowa. Za Sibiu mniej samochodów ale
i tak spory ruch. Droga jak na krajową "1" przystało bardzo dobra. Szkoda,że chmury
zakrywają całe pasmo Fagarasów, byłby piękny widok i zdjęcia podobny do tego z
Popradu na Tatry. Trudno, może od południa coś zobaczę. Im bliżej Braszowa tym
bardziej pochmurno i deszczowo. W końcu rozpadało się na dobre i kilka razy
zagrzmiało. Znów godzinna przerwą w wiejskim barze przy piwie Ciukas - lepsze to niż
siedzenie po przystankach. Teraz przynajmniej miałem wybór. W ciągu dnia napotkałem
trzy inne wyprawy rowerowe. Jednego Niemca podróżującego po Europie Środkowej, dwie
Rumunki zwiedzające swój kraj oraz sześcioosobowy konwój który tylko widziałem
kilka sekund. Myśl, że nie jestem jedyną osobą na rowerze znacznie poprawiła mi
humor, no chyba że to działanie piwa ;) Nocleg 3 km przed miastem Fagaras w starym
domu. Na koniec trochę mnie zmoczyło więc znalazłem sobie domek. Tutaj to nic
trudnego, sporo starych, porzuconych i nowych, niedokończonych domów.
Ha i licznik znów działa. Wymiana baterii, ponowne ustawienie i kalibracja oraz
czyszczenie z brudu pomogło :) No to teraz mam dwa liczniki...  tylko oba trochę
inaczej wskazują ;)


Dzień 7 trwa... Jestem w Braszowie, pięknym mieście pełnym zabytków i kolorowych
uliczek. Właśnie zjadłem tutejszy tradycyjny sernik na francuskim cieście i
obważanek z cukrem popijając kawą. Pycha :) Rano zwiedziłem Fagaraś, również piękne
miasto z twierdzą i pałacem a także monastyrem. Twierdza otoczona fosą z wodą.
Wszystko aktualnie remontowane. Chciałbym to zobaczyć po renowacji:)
Watch out where the huskies go,
And don't you eat that yellow snow

Offline miki150

  • Użytkownik forum
  • Wiadomości: 6716
  • Miasto: Jeteborno
  • Na forum od: 05.07.2010
Odp: Rumuńskie Karpaty
« 27 Maj 2012, 07:31 »
Ale ten chłopak pocina  :o

Offline Mężczyzna arkadoo

  • Wiadomości: 2767
  • Miasto: Łódź
  • Na forum od: 22.11.2006
    • http://www.rower.fan.pl
Odp: Rumuńskie Karpaty
« 31 Maj 2012, 21:06 »
Dzień 7.  25.05.2012 Fagaras i Braszów
136.13km, 18.5śr, 49.5max, 1225m w górę, 7:22:51


Całą noc lało. Dobrze, że miałem dach nad głową. Rano się uspokoiło więc mogłem
jechać bez przeszkód. Od razu wjechałem po miasta Fagaraś, to piękne miasto ze
średniowieczną twierdzą i pałacem a także monastyrem. Twierdza otoczona fosą z wodą.
Wszystko aktualnie remontowane. Chciałbym to zobaczyć po renowacji :) W Braszowie,
mieście pełnym zabytków i kolorowych uliczek zjadłem tradycyjny sernik na francuskim
cieście (ser na spodzie) i obważanek z cukrem popijając kawą. Pycha :) Sprawdziłem
pogodę na najbliższe dni, nie wygląda to najlepiej. Przez kolejne cztery dni
pochmurno z możliwym deszczem i chłodno. Niedobrze,od jutra jestem praktycznie
ciągle w górach. Pomijając fakt, że zmarznę i zmoknę to niestety zdjęcia nie będą
najlepsze a miejsca i atrakcje zaczynając od jutra rewelacyjne. Dzień podobny do
wczorajszego, pod Omu nie tak daleko, więc nie było potrzeby się spieszyć. W
Braszowie zrobiłem jeszcze większe zakupy i ruszyłem w kierunku pierwszego głównego
celu wyprawy. Tak jak się spodziewałem było praktycznie cały czas pod górę do
przełęczy Pradeal a potem w dół aż do miasteczka Sinaia. Nocleg na skraju leśnej
drogi na której byłem w zeszłym roku. Na kolację fasolka po węgiersku na ciepło,
górskie piwo i chałwa :)


Dzień 8.  26.05.2012 Cabana Omu - nie zdobyte.
107.27km, 15.1śr, 48.1max, 1756m w górę, 7:04:53


Czasami na wyprawach nie wszystko co się zaplanuje udaje się zrealizować. Tak
niestety było dziś. Byłem drugi raz pod tą górą i drugi raz nie udało mi się stanąć
na jej wierzchołku. Do trzech razy sztuka? Wystartowałem z miasteczka Sinaia z
wysokości około 850m, potem wjazd na drogę 71 i po serpentynach w prawo na 718. Do
przełęczy na wysokości około 1640m nowy asfalt, potem droga w budowie. Pewnie będzie
gotowa w przyszłym roku. Od przełęczy należy kierować się na schronisko Piatra Arsa.
Zapewne do tego miejsca będzie poprowadzona droga. Podjazd po mniej niż 30km a
maksymalne nachylenie to 12%. Schronisko znajduje się na wysokości 1950m. Wyżej,
widząc jak wygląda droga oraz to, że psuje się pogoda zdecydowałem zjeżdżać w dół.
Na rowerze z bagażami nie ma co się pchać. Na lekko można jeszcze próbować. Ulewa
złapała mnie na 1400m a na 1300m z przedniego koła uciekało powietrze. Nieszczęścia
chodzą parami ;) Zjechałem jeszcze kilkadziesiąt metrów w dół i deszcz pomału
ustawał. Szybka łatka na dętkę i dalej w dół do Sinaia. Może za trzecim razem uda mi
się zdobyć tą górę. Według mnie naprawdę warto. Szczególnie przy dobrej pogodzie.
Cabana Omu na górze Omu to najwyżej położone schronisko w Rumunii. Po drodze z
Piatra Arsa przechodzi się przez skupisko niesamowitych form skalnych m.i. skalne
grzyby czy rumuński sfinx. Widoki ze szczytu też muszą być nie ziemskie. Góra bowiem
jest oddzielona od głównego grzbietu Fagarasów.
W Sinaia zrobiłem zakupy w Penny. Znów zaczęło padać. Mimo deszczu ruszyłem w
kierunku Pradeal gdzie znajduje się skrót do drogi 73. Od tąd już niedaleko do
Transfagaraski. Jeszcze nie zdecydowałem z której strony będę atakował Moldoveanu.
Od południowej czy zachodniej. Wejście od południowej jest najszybsze, przy
niepewnej pogodzie to najlepsze rozwiązanie. Nie wiem tylko w jakim stanie jest
droga leśna pod górę. Najefektowniejsze wejście jest z Transfagaraski i tak chciałem
iść. Tylko że taka niepewna pogoda ma się jeszcze utrzymywać kilka dni a na
przeczekanie nie mogę sobie pozwolić.
Rozbiłem się szybko, tuż po 18:00 na polanie zaraz za miastem Rasnov.  Setka
zrobiona, deszcz pada, jutro do zrobienia niezbyt wiele kilometrów więc wolne późne
popołudnie mogę sobie zrobić. Myślałem o noclegu na kwaterze ale nie znalazłem nic
ciekawego. Może jutro...


Dzień 9. 27.05.2012 Złe wiadomości.
148.24km, 17.6śr, 49.4max, 2072m w górę, 8:23:50


Całą noc padało. Cały ranek i przedpołudnie również, chociaż mniej intensywnie i z
przerwami. To pozwoliło mi wogóle wyruszyć dziś w trasę. Chmury wyglądają, tak jakby
wogóle nie miały ochoty podążać dalej, jest prawie bezwietrznie i wszystko wisi nad
moją głową. Chłodno, mokro i nieprzyjemnie. Zupełnie jak na mojej pierwszej wyprawie
w UK. Pierwszy odcinek to ponad 20km pod górę do przełęczy Pasul Giurala. Po drodze
mijałem małą drewnianą kapliczkę prawosławną i miasteczko Bran z zamkiem którego
widziałem tylko kontury. Chmury przesłaniały wszystko. Od przełęczy w dół do
miasteczka Podu Dambovitei w którym jest wiele kamiennych rzeźb ze skał otaczających
dolinę. Do Campulung raz w górę, raz w dół. Podjazdy po 7-8%. Robię zakupy i ruszam
w kierunku Curtea de Arges. Tutaj podobnie, w górę i w dół tylko nawierzchnia
okropna. Jeździe sie strasznie, nieźle mnie wytrzęsło. Na dodatek znów zaczęło
mocniej padać. W końcu dojechałem do Transfagaraski, drogi oznaczonej 7C. Kolejna
zła wiadomość. Droga na przełęcz zamknięta. Tak informują tablice od początku
podjazdu. Nie dość że muszę walczyć z deszczem to jeszcze droga na moje dwa główne
cele wyprawy nieprzejezdna. Demotywujące! We wsi dowiaduję się, że na drodze zalega
jeszcze śnieg a tunel na drugą stronę jest zamknięty. Nawet jeśli jutro uda mi się
pokonać zaśnieżone odcinki to i tak nie przejadę na drugą stronę przełęczy. Na
pocieszenie zatrzymuję się pensjonacie Pesniunea Belvedere *** za wsią Oesti. 60zł
za luksus prysznica, podsuszenia się i wyspania w wygodnym łóżku. W pokoju wielkie
łoże, tv, łazienka, WiFi. Pensjonat wygląda na nowy. Wszystko w idealnym stanie :)
Kolacja na łóżku. Kanapki, ciastka i piwo Ursus.


Dzień 10. 28.05.2012 Promyk nadziei
126.43km, 18.6śr, 48.2max, 1209m w górę, 6:47:45


Od rana znów deszcz. Chciałem zaczekać, aż przestanie padać lub wogóle odpuścić
jazdę i zrobić dzień przerwy. Nic w tego. Musiałem opuścić pokój do 9:00. Pensjonat
otwierają na weekend i zamykają w dni robocze. Pozostało tylko jechać w deszczu.
Oczywiście musiałem chociaż spróbować podjechać pod przełęcz. Udało się tylko do
wysokości 950m powyżej jeziora Vidraru. Wyżej remont drogi. Jeden z robotników
potwierdził, że wyżej zalega śnieg i tunel jest zamknięty. Nie było więc sensu pchać
się wyżej, szczególnie że deszcz nie przestawał padać. Podjazd na Transfagaraske od
południa i wejście na Moldoveanu muszą poczekać do kolejnego wyjazdu w te strony.
Pomimo niepowodzenia humor mi dopisywał. Na buty założyłem foliowe worki dla ochrony
przed wodą. Spisały się dobrze ale wymieniałem dwa razy bo szybko się darły.
Śmieszne to wyglądało, po rumuńsku. Nie wiem czy to przez worki czy taki dzień ale
psy jakoś bardziej niż zwykle mnie obszczekiwały i goniły za mną. Kilka razy było
dość groźnie. Najgorzej kiedy jadę pod górę i goni mnie kilka wściekłych kundli. Nie
mam jak uciekać a czasami potrafią gonić długo. Jeden nawet dobierał mi się do buta
więc butem został potraktowany. Pod koniec dnia dobre wieści. Przestało padać a
między chmurami udało mi się dostrzec błękit nieba. Po 19:00 słońce pokazało się na
dłużej. Jutro (mam nadzieję) podjazd na Pasul Urdele drogą zwaną Transalpina. Być
może w końcu bez deszczu. Nocleg na pięknej polance pełnej koników polnych przed
miasteczkiem Horezu. Apropos zwierzyńca, dziś słyszałem bociani klekot, ryk osła,
wycie jelenia i żabi rechot.


Dzień 11. 29.05.2012 Królewski etap :)
183.01km, 17.5śr, 58.2max, 2955m w górę, 10:24:01

Poranek chłodny bo tylko 6st.C ale na niebie błękitne niebo. Wyruszam przed 7:00,
pod podjazd na przełęcz mam jeszcze spory kawałek. Podjazd na sławną Transalpinę
rozpocząłem od miasteczka Novaci z około 500m.npm. Od razu za miasteczkiem kilka
sztywnych odcinków po 10-12%, wyżej również nie łatwiej. 12 nawet do 15%. Tablica
informuje, że za miasteczkiem Ranca zakaz jazdy. Od samego dołu nowa nawierzchnia,
jeszcze nie wykończone pobocza itd. Po drodze dwa źródełka i dwa miejsca do
schronienia przed deszczem. Z parkingu na wysokości około 1560m wjechałem jeszcze na
szczyt z "rakietami" które widać od dołu. Ze szczytu dobrze widać całą okolicę.
Również serpentyny i mój dzisiejszy cel czyli Pasul Urdele - najwyższą przełęcz
drogową Rumunii. Do miasteczka Ranca z górki. Miasteczko wygląda jak by dopiero
powstawało, wszędzie hotele i pensjonaty w budowie. Za Ranca kilka serpentyn i
kolejny znak informujący o zamkniętej drodze. Do przełęczy mam już tylko 300m w
pionie. Już nic mnie nie powstrzyma! Chociaż jeden cel wyprawy muszę zdobyć. Na
górze strasznie wieje i jest zimno, około 5st.C wg mojego licznika. Na drodze pełno
kamieni i resztki śniegu. Nareszcie mogę poczuć ten górski klimat. Tego mi brakowalo
na poprzedniej wyprawie i teraz. Mogę nacieszyć oczy i z pełną satysfakcją
powiedzieć - Transalpina i jej Urdele zdobyte! :) Na przełęczy robię małą sesję
zdjęciową i uciekam w dół. Jest mi coraz zimniej a na zjeździe pewnie jeszcze
zmarzne. Widoki wspaniałe, chociaż teraz mogę się nacieszyć otaczającymwi mnie
ośnieżonymi szczytami. W dół nie szaleje, pełno kamieni a poza tym wieksza część
drogi nadal jest w remoncie. Poniżej od skrzyżowania znów podjazd, całe szczęście że
już ostatni. Krótki 7km odcinek na przełęcz na wysokość około 1700m. Potem już tylko
w dół, aż do Sebes. Prawie 70km zjazdu. Zanudzić się można ;) Prawie 3h bez
pedałowania. Kiedy już chciałem zatrzymać się gdzieś na nocleg to nie mogłem znaleźć
żadnego miejsca. W wąskim kanionie nie było żadnego dogodnego miejsca do spania.
Powyżej 1000m było kilka miejsc ale chciałem zjechać też jak najbliżej miasta Sebes.
Zatrzymałem sie dopiero 12km od Sebes w dolinie, po 20:30 kiedy już zaczynało robić
się ciemno. Przesadziłem dziś z kilometrami. Prawie cała Transalpina przejechana z
jeden dzień.  Ponad 10 godzin na siodełku, dobra średnia jak na ponad 40km podjazdu
gdzie chwilami kręciłem z prędkością 6-7km/h oraz rekordowe 3km w pionie w górę.
Zajechałem się dziś. Idę spać. I jeszcze znów zaczyna padać...
... zapomniałem dodać, że na dzisiejszej trasie za pomocą smartfona HTC i aplikacji
Orux stworzyłem 100km profil podjazdu i zjazdu. Wykres i wszystkie dane wyglądają
bardzo ciekawie.


Pozdrowienia dla forumowiczow

Damian
Watch out where the huskies go,
And don't you eat that yellow snow

Offline Mężczyzna Robb

  • "Ojciec Założyciel"
  • Wiadomości: 15
  • Miasto: Kraina Wygasłych Wulkanów
  • Na forum od: 04.06.2006
    • Robb Maciąg
Odp: Rumuńskie Karpaty
« 1 Cze 2012, 10:39 »
oraz rekordowe 3km w pionie w górę.

Powoli powoli :)
Urdele ma 2145
Pewnie literówka ;)

Pozdrowienia dla forumowiczow
Damian

Dzięki!
… why so serious ?

Offline vooy.maciej

  • Wiadomości: 2613
  • Miasto: Pogórze Wielickie
  • Na forum od: 04.07.2008
Odp: Rumuńskie Karpaty
« 1 Cze 2012, 10:53 »
oraz rekordowe 3km w pionie w górę.

Powoli powoli :)
Urdele ma 2145
Pewnie literówka ;)

jak jeżdżę po pracy to maks wysokość jest 280 a przewyższeń mam ponad 300 ;)
185km w górach i 3000m  w górę to przecież nie jakieś wielkie cuda, ale lekko na pewno nie było

Offline Mężczyzna Borafu

  • Moderator Globalny
  • Wiadomości: 10799
  • Miasto: Łódź
  • Na forum od: 02.04.2010
Odp: Rumuńskie Karpaty
« 1 Cze 2012, 11:04 »
oraz rekordowe 3km w pionie w górę.

Powoli powoli :)
Urdele ma 2145
Pewnie literówka ;)
Sądzę, że chodziło mu o sumę przewyższeń, a nie o różnicę poziomów między startem a najwyższym punktem.
Z ciekawości narysowałem sobie tę trasę na bikemap.net i pokazał mi 3530m przewyższeń.

Offline Mężczyzna Robb

  • "Ojciec Założyciel"
  • Wiadomości: 15
  • Miasto: Kraina Wygasłych Wulkanów
  • Na forum od: 04.06.2006
    • Robb Maciąg
Odp: Rumuńskie Karpaty
« 1 Cze 2012, 12:05 »
Ok. Kumam.
… why so serious ?

Offline miki150

  • Użytkownik forum
  • Wiadomości: 6716
  • Miasto: Jeteborno
  • Na forum od: 05.07.2010
Odp: Rumuńskie Karpaty
« 1 Cze 2012, 14:06 »
wycie jelenia

Jak wyło to to wilk ;)

Offline Mężczyzna transatlantyk

  • Moderator Globalny
  • GM 2420
  • Wiadomości: 8035
  • Miasto: Annopol
  • Na forum od: 21.11.2007
    • Rowerem przed siebie.
Odp: Rumuńskie Karpaty
« 1 Cze 2012, 18:39 »
Za to jest satysfakcja z walki ;)


Offline Mężczyzna DamianD

  • Wiadomości: 162
  • Miasto: Jelenia Góra
  • Na forum od: 08.12.2009
    • http://www.DamianDrobyk.pl
Odp: Rumuńskie Karpaty
« 4 Cze 2012, 08:22 »
Witam po powrocie w Rumunii :)
Zapraszam do pełnej relacji i galerii zdjęć z wyjazdu ;)

http://www.damiandrobyk.pl/WyprawaKarpaty.html

 :D

Offline Mężczyzna DamianD

  • Wiadomości: 162
  • Miasto: Jelenia Góra
  • Na forum od: 08.12.2009
    • http://www.DamianDrobyk.pl
Odp: Rumuńskie Karpaty
« 4 Cze 2012, 08:31 »
Sądzę, że chodziło mu o sumę przewyższeń, a nie o różnicę poziomów między startem a najwyższym punktem.
Z ciekawości narysowałem sobie tę trasę na bikemap.net i pokazał mi 3530m przewyższeń.

Chodziło mi oczywiście o dzienną sumę przewyższeń. Tobie Borafu w Bikemap wyszło inaczej na liczniku miałem inne dane a GPS pokazywał jeszcze inne przewyższenia. Są to dosyć znaczne odchylenia. Potem wrzucę jeszcze profil podjazdu i zjazdu z Transalpiny który utworzyłem.


Czy pojechałem za wcześnie? Cóż... Problemu by nie było gdyby nie zamknięty tunel na przełęczy. Z remontowaną drogą czy płatami śniegu i kamieniami na drodze bym sobie spokojnie poradził - jak już nie raz zresztą. Tereny znałem, byłem tam już wcześniej. Co do śniegu to był to przede wszystkim świeży opad, akurat trafiłem na rozległy front pogodowy który nawet bardziej dokuczał niż na poprzedniej wyprawie po UK.

Offline Mężczyzna memorek

  • Wiadomości: 2688
  • Miasto: Szczecin
  • Na forum od: 12.05.2007
Odp: Rumuńskie Karpaty
« 4 Cze 2012, 08:56 »
Damian, litości. Na pewno w Twojej galerii jest wiele fajnych zdjęć, bo przejechałeś fajną trasę i wiele widziałeś. Ale jak zobaczyłem serię czterech zdjęć, ze statywu, z tego samego miejsca:
- rower, w tle Tatry, Ty z lewej
- rower, w tle Tatry, Ty z prawej
- rower, w tle Tatry, Ty z lewej
- rower, w tle Tatry, Ty na środku z logo sponsora
to nie zachęca mnie do oglądania kolejnych serii.

Nie chcę jakoś specjalnie Cię atakować, bo wyprawy super, kawał świata zjeździsz. I dobrze. Ale poświęć trochę więcej czasu na galerie, bo jako czytelnik Twojej strony czuję się lekko lekceważony.

Marek

Tagi: rumunia 
 









Organizujemy










Partnerzy





Patronat




Objęliśmy patronat medialny nad wyprawami:











CDN ....
Mobilna wersja forum
Ta strona używa plików cookies (niezbędne do prawidłowego działania). Możesz je wyłączyć w ustawieniach przeglądarki, ale bez nich forum nie będzie działało prawidłowo. Czy wyrażasz zgodę?