Poniżej przeklejam tekst przesłany przez Damiana.
Po tygodniowym odpoczynku od wyprawy po Wyspach Brytyjskich
http://www.podrozerowerowe.info/index.php?topic=6506.0 nadszedł czas na kolejną
przygodę. Kierunek rumuńskie Karpaty. Główne cele to najwyższe rumuńskie drogi
Transalpina i Transfagaraska, najwyżej w Karpatach położone schronisko Cabana Omu
jak również wejście na najwyższy szczyt Rumunii - Moldoveanu, zaliczany do Korony
Gór Europy.
Tydzień przerwy zleciał strasznie szybko. W tym czasie oddałem rower na przegląd,
uzupełniłem zapasy oraz pojeździłem trochę na moim góralu. Po przeglądzie rower
powinien przejechać całą wyprawę bez usterek. Na Wyspach zdążył się dotrzeć więc
teraz powinienem mieć spokój. Jedyną zmianą w rowerze jest nowa linka tylnej
przerzutki w pełnym pancerzu. Reszta przesmarowana i idealnie wyregulowana przez
Grześka ze sklepu Ducato DSR w Jeleniej Górze - pozdrawiam

Reszta sprzętu bez
większych zmian. Namiot ten sam co w UK. Pęknięty kijek od stelaża zabezpieczyłem
tylko mocną taśmą. Powinienem wytrzymać jeszcze ten wyjazd. Zamiast maty
samopompującej wziąłem karimatę. Z maty zaczęło uciekać powietrze. (
wyciąłem info o sponsorach - arkadoo)
Dzień 1. 19.05.2012 PKSem prawie do Zakopanego.
39.68km, 17.4śr, 47.6max, 684m w górę, 2h16m58sPobudka 4:30, wyjazd 5:40. Z zapakowaniem roweru do bagażnika nie miałem żadnych
problemów. Kierowca poprosił tylko abym "cały ten majdan" zapakował przez niego
wskazanym miejscu. Miejsca było na tyle, że po zdjęciu przedniego koła rower oparłem
na leżąco na sakwach, na to jeszcze położyłem przyczepkę i tak całość przejechała
ponad 420km. Dopłata do biletu za majdan czyli za rower, przyczepę i sakwy to 7zł.
Trochę tego mam więc opłata podwójna ale i tak tanio. (
wyciąłem info o sponsorze - arkadoo) Po spotkaniu ruszyłem do Zakopanego
gdzie zrobiłem ostatnie zakupy i kilka zdjęć na tle Giewontu. Zakopane znam dobrze
więc do centrum nie wjeżdżałem. Ponieważ do zmroku pozostało niewiele czasu musiałem
zwiększyć obroty aby dojechać do Łysej Polany i zjechać w kierunku Popradu. Po całym
dniu siedzenia w autobusie nie było to wcale takie łatwe. Nocleg na słowackiej
polanie na 1100m.npm.
Dzień 2. 20.05.2012 Męczące podjazdy.
167.43km, 19.4śr, 58.2max, 1648m w górę,8h36m36s Po nocy niedaleko słowackiej nartostrady poranek nadzwyczaj ciepły. Do
Popradu przeważnie z góry, kawałek nawet drogą rowerową ze wszystkimi możliwymi
udogodnieniami. W Popradzie zakupy i jazda na południe. Tu zaczęły się spore pagóry
po 15-16%, kilka razy przebiłem granicę 1000m. Byłem tak blisko Kralovej Gory, że
przez moment zastanawiałem się czy by się znów tam nie wtoczyć. Od 11:00 do późnego
popołudnia baaardzo ciepło. Często chowałem się w cieniu i wypiłem ponad 6 litrów
płynów. Czasami zastanawiałem się czy jestem na Słowacji czy w Rumunii. Cyganów i
ich wiosek cała masa. Chwilami widziałem wiecej cyganów niż samych słowaków. Ale to
jakiś słowak nieźle mnie nastraszył. Tuż za mną ostro hamował z piskiem opon. Nie
wiem czy się zagapił czy mnie nie zauważył ale ciśnienie to mi podniósł. Ostatnie
kilkadziesiąt kilometrów do granicy węgierskiej praktyczne z góry, tu zjechałem
ponad 700m. Na 148km kryzys, ktoś wyłączył mi prąd. Półgodzinna przerwa, posiłek i
spora ilość wody przywróciła moc. Na przejściu graniczym Domica-Aggtelek godne uwagi
jaskinie krasowe, skały wspinaczkowe i cała baza turystyczna. Po węgierskiej stronie
przy restauracji free Wi-Fi

Pod koniec jazdy w wiosce nabrałem butelkę wody ze
studni na "prysznic". Nocleg na polanie.
Dzień 3. 21.05.2012 Polak, Węgier dwa bratanki...
160,87km, 20.7śr, 36.2max, 283m w górę, 7:52:19 Poranek bardzo ciepły, ale na łące wilgotno. Rosa na trawie i
namiocie. Od razu przebieram się w letnie ciuchy. Przed siódmą już 15st.C. W
pierwszym napotkanym markecie w Mikosc zrobiłem zakupy. Ceny w setkach i tysiącach
ale po przeliczeniu podobne do naszych. Niespodzianką jest WiFi w sklepie. Po
wyjściu że sklepu znów niespodzianka. Ktoś przyczepił mi do masztu z flagami wstążkę
w barwach Węgier. Nie wypada odczepiać:) Płaski etap z lekkim wiatrem z przodu. Do
11:00 jechało się dobrze, potem było strasznie gorąco. Mój termometr pokazał 33st.C.
Wypiłem sporo wody i zjadłem 2L lodów. Dłuższe przerwy robiłem w marketach. Pomiędzy
lodówkami odczuwałem przyjemną ulgę. Często uciekałem od słońca szukając cienia.
Zdaję się, że przez większość dnia jechałem po drogach z zakazem dla rowerów. Znaki
i zestawy znaków były dla mnie co najmniej niejasne. Zakaz dla rowerów, za chwilę
uwaga na rowery, w miasteczkach drogi rowerowe ale z końcem miasta znów zakaz i brak
możliwości objazdu. Pomieszane to trochę. Drogi rowerowe różnej jakości od bardzo
dobrych po tragiczne chociaż dobrze, że zaczynają budować i tu. Miejscami krawężniki
po 10 i więcej centymetrów wysokości. Wczoraj Słowacja, dziś Węgry, jutro wjazd do
Rumunii do której mam około 40km. Zaskoczeniem jest spora dostępność darmowego WiFi.
Dziś bez szukania znalazłem kilka razy. W Tesco, McDonalds czy innych dość
przypadkowych miejscach.
Dzień 4. 22.04.2012 Upał i burza.
144.11km, 19.8śr,43.7max, ok.500m w górę 7:16:32,33st.C Noc ciepła, miejsce do spania dobre chociaż może trochę zbyt blisko drogi.
Słyszałem pędzące ciężarówki. Już przed siódmą 17st.C. Z każdą godziną było coraz
bardziej gorąco. Koło 10:00 wjechałem do Rumunii. Przed południem 30st. Potem już
nawet nie patrzyłem. Rano zatrzymał mnie mołdawianin i poprosił o zdjęcie ze mną.
Proponował nawet podwiezienie do Mołdawii ale tam już byłem

Do miasta Obarea
płasko, potem lekkie pagórki. Rumuńskie drogi bardziej dziurawe od węgierskich, jest
też sporo kolein. 110km do 15:00. Ogromne pragnienie zmusiło mnie do szukania wody
po wioskach. Uprzejmi Rumuni chętnie dzielą się wodą ze swoich studni. Po 16:00
zmiana pogody. Nagłe zachmurzenie, burza i ulewa. Ochłodziło się o 10st. Znów
utknąłem na przystanku

Jedną godzinę straciłem dziś na chowanie się w cieniu
przed upałem a drugą na czekanie aż przestanie lać. Zaciągło na dłużej. Podjechałem
do wioski i znalazłem budynek w budowie. W sam raz na suchy nocleg. Wszystko było by
ok gdyby nie fakt że ta budowla to przyszły kościół

Od wczoraj nie działał mi
licznik więc dziś kupiłem chińczyka z marketu. Wydaje mi się, że to wina ładowarki
na dynamo która zakłóca działanie licznika bezprzewodowego. Często podczas ładowania
licznik przestaje pracować. Jutro jeszcze wymienię baterię. Może zadziała. Jutro
wjazd z góry.
Dzień 5. 23.05.2012 Polubić Rumunię.
183.51km, 17.3śr, 52.4max, 1682m w górę, 10:37:56, 26st.C.Ktoś kto wjeżdża do Rumunii pierwszy raz może od razu zrazić się do tego kraju.
Niedobre drogi, bieda na ulicach szczególnie w małych miasteczkach i wsiach,
cygańskie osady, głodne dzikie psy czy żebrzące dzieci pod sklepami gdzie strach
zostawić rower nawet na chwilę. Poza tym ostatnim reszta wcale mi nie przeszkadza a
w dodatku postanowiłem znaleźć kilka rzeczy które mi się tu podobają. Na pewno to
jak kierowcy ostrzegają klaksonem gdy nadjeżdżają a także częste pozdrowienia z ich
strony, piękne kobiety oraz wszechobecne Wi-Fi. Także to, że potrafią zbudować i
jeździć swoimi autami. Dacie, Dac'e oraz Roman'y są wszędzie. Przejechałem już ponad
500km po rumuńskich drogach i nie widziałem żadnego zakazu dla rowerów. W Alba Iulia
i Sibiu są nawet niezłe drogi rowerowe. Tak trzymać! A to co najpiękniejsze jeszcze
przede mną przecież niedługo wjeżdżam w góry
Udany dzień jeśli chodzi o jazdę. Z Lunca do Sebes dwa długie podjazdy na 1240 i
1000m po drogach rejonu gór zachodniorumuńskich, niezła średnia i sporo kilometrów.
Miałem uderzyć na Bihor, najwyższy tutejszy szczyt ale moje opony i obciążenie nie
nadają się na tak kamienistą drogę więc podjazd odpuściłem. Jeszcze zdążę się
zmęczyć na wyższych drogach. Pierwszy podjazd kręty i męczący, chwilami jechałem
poniżej 10km/h. Drugi mniej wymagający. Zjazdy długie i łagodne. Po drodze
turystyczne miasteczko Ariesani. Brak problemów z wodą. W górach i przy drogach
pełno źródełek. Pod koniec dnia wjechałem do miasta Alba Iulia stolicy Siedmiogrodu
i znalazłem wspaniałą twierdzę. Bardzo klimatyczne. W środku katedra prawosławna,
uniwersytet, kościół, kilka sporych pomników a także odnowionych płaskorzeźb. Nawet
przebrani strażnicy przy bramach. Po godzinnym zwiedzaniu wyjazd z miasta w
poszukiwaniu miejsca na nocleg. Spanie za miasteczkiem Sebes na polu z dala od drogi.
W nagrodę wypasiona kolacja z rumuńskim piwem i bułgarską chałwą.
Dzień 6. 24.05.2012 Spokojnie, bez przygód.
128.95km, 20.4śr, 52.8max, 948m w górę, 6:19:28W nocy i rano padało z przerwami. Wyjechałem dopiero o 7:30. Namiot niestety mokry.
Droga do Sibiu dość ruchliwa, sporo ciężarówek, sporo z Polski. Nie spiesząc się
dojechałem przed południem. Zatrzymalem się w Mcdonald na kawę i frytki oraz free
Wi-Fi. Tak zleciała godzina

Postanowiłem trochę zwolnić i zrobić sobie luźniejszy
dzień. Będą góry będę walczył, teraz nie ma po co tak gonić. Przejazd przez Sibiu
przyjemny, przez całe miasto prowadzi droga rowerowa. Za Sibiu mniej samochodów ale
i tak spory ruch. Droga jak na krajową "1" przystało bardzo dobra. Szkoda,że chmury
zakrywają całe pasmo Fagarasów, byłby piękny widok i zdjęcia podobny do tego z
Popradu na Tatry. Trudno, może od południa coś zobaczę. Im bliżej Braszowa tym
bardziej pochmurno i deszczowo. W końcu rozpadało się na dobre i kilka razy
zagrzmiało. Znów godzinna przerwą w wiejskim barze przy piwie Ciukas - lepsze to niż
siedzenie po przystankach. Teraz przynajmniej miałem wybór. W ciągu dnia napotkałem
trzy inne wyprawy rowerowe. Jednego Niemca podróżującego po Europie Środkowej, dwie
Rumunki zwiedzające swój kraj oraz sześcioosobowy konwój który tylko widziałem
kilka sekund. Myśl, że nie jestem jedyną osobą na rowerze znacznie poprawiła mi
humor, no chyba że to działanie piwa

Nocleg 3 km przed miastem Fagaras w starym
domu. Na koniec trochę mnie zmoczyło więc znalazłem sobie domek. Tutaj to nic
trudnego, sporo starych, porzuconych i nowych, niedokończonych domów.
Ha i licznik znów działa. Wymiana baterii, ponowne ustawienie i kalibracja oraz
czyszczenie z brudu pomogło

No to teraz mam dwa liczniki... tylko oba trochę
inaczej wskazują
Dzień 7 trwa... Jestem w Braszowie, pięknym mieście pełnym zabytków i kolorowych
uliczek. Właśnie zjadłem tutejszy tradycyjny sernik na francuskim cieście i
obważanek z cukrem popijając kawą. Pycha

Rano zwiedziłem Fagaraś, również piękne
miasto z twierdzą i pałacem a także monastyrem. Twierdza otoczona fosą z wodą.
Wszystko aktualnie remontowane. Chciałbym to zobaczyć po renowacji:)