Autor Wątek: Prawie nad morze non-stop (ja i djtronik)  (Przeczytany 1772 razy)

Offline Kobieta eranis

  • Wiadomości: 254
  • Miasto: Szczecin
  • Na forum od: 30.01.2013
Pomysł takiego wyjazdu zrodził się już w naszych głowach jakoś po Maratonie w Radlinie, chcieliśmy się sprawdzić ile damy radę jechać non-stop. A ponieważ ważne jest, aby był jakiś cel, ustaliliśmy, że będzie to morze. To jest około 450 km od naszej miejscowości, więc w zależności od wiatru możemy pojechać tam, albo wracać z nad morza do domu. W jedną stronę planowaliśmy pojechać pociągiem.
Najpierw miało być Świnoujście. Niestety, wiatry i sprawy zawodowe ciągle nie układały się po naszej myśli, ale w końcu zaczęło wiać z północy i postanowiliśmy „teraz albo nigdy”. 30 lipca udałam się na dworzec w celu zakupu biletów na TLK do Świnoujścia, ale niestety okazało się, że nie ma już miejscówek na rowery w obydwu nocnych pociągach. No i sprawa się rypła, teraz zostało nam jechać do Świnoujścia i wracać pociągiem, tyle tylko, że wiatr zaczął wiać trochę z zachodu i przeszkadzałby nam. Tak więc ostatecznie padło na Gdańsk i tam też 31 lipca równo o 15:03 wyruszyliśmy. Zabraliśmy ze sobą jedną sakwę pod siodełkową, do której musiały się zmieścić nogawki, 2 bluzki na zmianę i bielizna, 4 akumulatorki, 4 baterie do Garmina, dwie dętki, latarka, batoniki, 2 bluzy z długim rękawem, szczoteczki do zębów i pasta, skarpetki i mapa. Resztę upchnęliśmy w torebce pod ramą (tak, wiem wiocha taką mieć na szosówce) i w takiej małej torebce pod moim siodełkiem no i w kieszeniach na plecach. Aż dziwne, że się wszystko zmieściło. Nawet mi się tusz do rzęs udało zabrać!
Do Wieruszowa jechało się bardzo dobrze, jedziemy DW 450 w kierunku Kalisza. Koło 18 trochę złapał nas deszcze, wydawało nam się to chwilą, a okazało się, że na dwa postoje straciliśmy 40 minut. Koczujemy na przystankach przeczekując opady. W Grabowie nad Prosną pierwszy dłuższy postój, mnie dokuczają jakieś sensacje żołądkowe, Pani w aptece poleca rapacholin i rzeczywiście szybko pomaga. Do Kalisza dojeżdżamy koło 19:30 i zaliczamy tylko stację BP na szybką przekąskę i kawę. Okropne są te kurczaczki i frytki, zapiekankę jakoś da się przełknąć! Jedziemy dalej, decydując się na DK25, którą początkowo wcale nie chcieliśmy jechać, ale stwierdzamy, że zobaczymy jak będzie i najwyżej w Koninie zdecydujemy się na inną opcję albo w trakcie jazdy odbijemy w bok. Okazało się, że nie było tak źle, chociaż niektórzy oczywiście mijali nas na grubość lakieru. Ale jak zaczęło się ściemniać i założyliśmy lampki, to jakoś ostrożniej jechali… Do Konina robimy chyba jeszcze jeden postój na stacji benzynowej i dojeżdżamy na obrzeża miasta koło 22, udając się prosto do McDonalda. Na szczęście jest czynny do 23 Potem przejazd przez miasto, bardzo kiepski asfalt na wyjeździe i ciemno jak w kanałach, mimo że jedziemy cały czas DK25. Potem jest dużo lepiej i ruch nie taki duży, aż do Strzelna, gdzie do DK 25 dochodzi DK15 i już nie jest różowo. Ale jakoś damy radę, to tylko kilka kilometrów, bo za Inowrocławiem te drogi się rozchodzą. Inowrocław jest bardzo ładnym miastem, a przez rynek idą dwie krajówki i tiry. Współczujemy! Na rozjeździe tych dróg stajemy na stacji jeszcze raz, zjadając jakieś batoniki mocy. Jesteśmy już trochę zmęczeni. Jedziemy ponad 200 km już, ale najgorszy jest ból pupy. Nic innego właściwie nas nie boli, no ale sprawne siedzenie – ważna rzecz na rowerze. Jesteśmy jednak twardzi i bez marudzenia oraz dłuższego siedzenia na postoju, bo to najbardziej rozwala psychikę, zbieramy się do drogi.
Na następnym postoju, już prawie w Bydgoszczy (Złotniki Kujawskie) Janek odkrywa flaka w tylnym kole. Dopompowuje powietrza, ale za jakieś 3 km znowu ma flaka, więc już wiadomo, że to będzie coś poważniejszego. Na przystanku zmienia dętkę – to zajmuje mu jakieś 20 minut, bo nie ma za dużo doświadczenia w tym temacie. Ale udało się, jedziemy dalej do najbliższej stacji benzynowej żeby się po tej robocie umyć. I okazuje się niestety, że znowu jest flak! To pewnie coś się wbiło w oponę i znowu bawimy się w wymienianie dętki, szukanie przyczyny uszkodzeń w oponie – okazało się, że to taki mały, ostry kawałek żelastwa – co zajmuje nam następne 50 minut. Jest już po 7 rano, na DK25 robi się straszny ruch, wszyscy jadą do Bydgoszczy. Zostało nam pewnie jakieś 10 km do tego miasta. W końcu o 7:30 wyruszamy, ale przed samą Bydgoszczą okazuje się, że są same drogi S i nie można jechać rowerem. Są wprawdzie ścieżki rowerowe, ale ta w kierunku Bydgoszczy to typowa szutrówka i nie nadaje się dla szosówek. Wybieramy więc opcje do miejscowości Białe Błota, tam jest ładny asfalt, a droga wiedzie wzdłuż południowej obwodnicy miasta, skręcając potem mostem nad nią w kierunku miasta i ładnymi drogami rowerowymi docieramy w końcu do tabliczki „Bydgoszcz”!
W tym mieście planujemy postój śniadaniowy, więc szukamy jakiegoś marketu i w już dość palącym słońcu konsumujemy bułki z serem. Jeszcze tylko info-telefony do domu, że żyjemy po tej nocy i możemy ruszać dalej. Ustawiamy Garmina na miejscowość Świecie, bo tak wydaje nam się, że jest po drodze. Ale przejechanie Bydgoszczy okazuje się nie lada wyzwaniem! Nie wiem, albo to miasto jest takie wielkie, albo w Garminie włączyła nam się funkcja „zwiedzaj miasto”, ale przejechanie go zajęło nam 3 godziny!!! I jeszcze jakieś rozkopy, drogi rowerowe po starej płycie chodnikowej, remonty, ruch jak cholera. Tak nam to przybiło psychikę, że ja byłam gotowa wracać do domu. I do tego jeszcze ten upał! Nie wiem, jakie znalazłam w sobie pokłady siły, ale jednak ciągle jechałam dalej. Janek też miał dość, no ale wiadomo – facet nie może się przyznać. Udało nam się chociaż kupić jeszcze dwie dętki w miejscowym Decathlonie.
W końcu wyjechaliśmy z tego cholernego miasta, ale była już prawie 12 chyba! Garmin prowadził nas trochę drogami wojewódzkimi, trochę gminnymi, zaliczyliśmy tutaj pierwsze poważne górki i przecudny zjazd nad Wisłę w okolicach Strzelc Dolnych. Spotkaliśmy pielgrzymkę z Gdańska, szli już 5 dzień a do Częstochowy wchodzili 12 sierpnia. Hmm, zastanowiłam się chwilę kto ma bardziej przerąbane i od razu poczułam się lepiej. Nigdy nie byłam fanem chodzenia w kolektywie, a jeszcze jak bym miała śpiewać albo nieść te głośniki, to chyba bym musiała się szybko wypisać! Więc doszłam do wniosku, że jestem szczęściarą! Mam jeszcze tylko 150 km do Gdańska a do pociągu do domu jeszcze 18 godzin czasu – damy radę! Szybka drożdżówka i picie i jedziemy dalej.
Droga bardzo malownicza, aczkolwiek nie da się pogonić, bo albo nawierzchnia trochę kiepska, albo zakręty. To nie to samo jednak co krajówka! Chwilami mamy naprawdę dość – upał jest dość duży, kilometrów na takiej drodze nie ubywa, motywacja w narodzie spada do niebezpiecznych wartości. Dojeżdżamy do Drzycimia, to kolejna większa miejscowość i znowu postój. Dalej droga jest taka sobie, a w pewnym momencie Garmin puszcza nas na drogę do Łub na kostkę z piachem, chociaż to nie do końca jego wina, bo znak informuje, że właśnie jest zmiana nawierzchni na odcinku 9 km. Wybieramy opcję jazdy drogą wojewódzką w kierunku Warlubia a tam chyba pojedziemy krajówką, bo już mamy dość tych beznadziejnych wojewódzkich, które wcale nie są wolne od tirów. I tutaj jedzie się całkiem fajnie, tym bardziej, że przez jakieś 5-10 km jest super szeroka droga jak dla samolotów (potem sprawdziliśmy, że rzeczywiście jest tam lotnisko), z szerokaśnym poboczem, w miarę gładka i prosta. Taką samą widzieliśmy kiedyś pod Mirosławcem. Niestety, potem droga staje się gorzej niż beznadziejna i ostatnie kilometry do Warlubia pokonujemy w skupieniu żeby nie wpaść w dziurę.
Do Warlubia dojeżdżamy koło 16-16:30 i planujemy znaleźć DK 91 na Gdańsk, która leci prawie równolegle do A1. Na nasze nieszczęście, albo może szczęście, na rozjeździe między zjazdem na autostradę a DK91 jest uroczy hotelik… Nie jestem w stanie się oprzeć, tym bardziej, że mój tyłek jest już naprawdę w złym stanie. No i zapada decyzja o zakończeniu jazdy. Sprawdzamy tylko jeszcze na PKP czy aby jutro dostaniemy się stąd do domu a potem to już tylko ostatnia wieczerza, kąpiel i spanie. O 18:30 straciliśmy kontakt z rzeczywistością….
Rano obudziliśmy się z bólem głowy straszliwym, nie wiem skąd on się wziął, ale mi było aż niedobrze. Szybkie pyszne śniadanie – nareszcie coś gotowanego – i jedziemy na stację. Pociąg do Bydgoszczy piękny i nowoczesny, z wieszakami na rowery i klimatyzacją, niestety dalej ohydne jednostki do Poznania i potem dalej do Byczyny. Gorąc niemiłosierny, ta jazda 7 godzin zmęczyła mnie bardziej niż te 28 na rowerze. Ale w końcu o 19:10 z godzinnym prawie opóźnieniem docieramy do naszej Byczyny.
Wnioski:
Z powodów niezależnych od nas (2 razy guma) oraz bardzo zależnych (3 godziny w Bydgoszczy) nie udało nam się zrealizować planu w 100%, czego bardzo żałujemy. Ale na przyszłość już wiemy, że:
1.   Należy wyjeżdżać w taką trasę rano, po wstaniu z łóżka, a nie pół dnia się włóczyć bez sensu po domu i tracić tylko tak potrzebną potem energię
2.   Trzeba lepiej opracować trasę, zapytać może na forum o stan dróg, którymi chce się jechać, o natężenie ruchu na krajówkach – przecież Ci, którzy tam mieszkają, na pewno się orientują lepiej niż my
3.   Zjeść coś gotowanego po drodze – pizza, makaron – bo ja np. już nie mogłam patrzeć na batony, czekoladki czy paluszki. Normalnie mi się podnosiło i przez to mało jadłam podczas trasy. A to duży błąd!
4.   Zarezerwować sobie jeden dzień więcej na wszelki wypadek
5.   Koniecznie! Zamówić drugą sakwę pod siodełkową u Rafaela – spisała się super, ale jeszcze jedna jest jednak dla dwóch osób nieodzowna!

Offline Mężczyzna olo

  • Moderator Globalny
  • Wiadomości: 7086
  • Miasto: Bydgoszcz
  • Na forum od: 12.02.2011
szkoda, z Warlubia było już blisko. No i mogliście wcześniej popytać na forum o rady co do trasy, z pewnością dostalibyście wiele wskazówek dot. dróg i nawierzchni, gdzie co omijać, wtedy wszystko poszłoby o wiele sprawniej i może dotarlibyście nad morze zatokę :P

drogą przez Łuby jechałem pod koniec czerwca na forumową wyprawkę, przejechałem całość od Skórcza. Zdrowo się nabluzgałem :P

Z Inowrocławia zamiast przez Bydgoszcz chyba wygodniej by jednak było przez Toruń - przejazd przez same miasto chyba bardziej bezproblemowy no i od razu byście byli na DK91 prowadzącej bezpośrednio nad morze, która ma na całej długości asfaltowe pobocze.

wszystkie takie tam detale, informacje z pewnością wpłynęłyby na usprawnienie, z drugiej strony - nie byłoby czego potem wspominać i o czym opowiadać znajomym ;-)

tak czy siak gratulacje, dystans nie w kij dmuchał ;-)
Cytat: Hipek
To, co napisał Olo, brzmi rozsądnie.


Offline EASYRIDER77

  • Wiadomości: 4889
  • Miasto: INOWROCŁAW
  • Na forum od: 27.07.2010
nieźle Eranis, twardo walczyliście.
I tak gratuluję mimo wszystko!

Offline Mężczyzna 4gotten

  • Wiadomości: 1838
  • Miasto: Stargard
  • Na forum od: 26.08.2012
jeśli nie macie dość i zdecydujecie się jeszcze na opcję Świnoujścia to dajcie znać. Mogę pomóc przy planowaniu trasy w zachodniopomorskim. Może dałoby radę przejechać wspólnie kawałek trasy. Zapraszam.
dalej przed siebie... najlepiej po asfalcie ;-)

Offline Mężczyzna Zbyszek

  • Wiadomości: 1496
  • Miasto: Zawiercie
  • Na forum od: 17.02.2009
Gratuluję! Piękna trasa.
Razem z Markiem mieliśmy wracać przez Byczynę, w sobotę (3.08), z podobnej wycieczki.

Offline Kobieta eranis

  • Wiadomości: 254
  • Miasto: Szczecin
  • Na forum od: 30.01.2013
Dzięki na przychylne komentarze i rady:) Macie rację, trzeba było wybrać lepsze drogi, te po którym jechaliśmy z Bydgoszczy były piękne, ale tempo - masakrycznie wolne. Ja po prostu mam ten problem, że baaardzo boję się głównych dróg, szczególnie tirów (takie lęki zawodowe, na co dzień badam zawodowych kierowców i poznanie tego środowiska od wewnątrz napawa mnie przerażeniem), stąd zmuszam zawsze djtronika (on śmiga jak rakieta po DK a ostanio po S8 w budowie:)) jak już ze mną jedzie do wyboru takich bocznych, co przekłada się na wynik końcowy. Pewnie dlatego coraz rzadziej ze mną jeździ...
Następnym razem się poprawię i zapytam przed wyjazdem bardziej doświadczonych. Taki miałam zresztą pomysł już w Warlubiu, ale to już bylo pozamiatane:)
PS w którym dziale powinnam zadawać te pytania?

Offline Kobieta eranis

  • Wiadomości: 254
  • Miasto: Szczecin
  • Na forum od: 30.01.2013
jeśli nie macie dość i zdecydujecie się jeszcze na opcję Świnoujścia to dajcie znać. Mogę pomóc przy planowaniu trasy w zachodniopomorskim. Może dałoby radę przejechać wspólnie kawałek trasy. Zapraszam.

Świonujście tez mi się marzy...

Offline Mężczyzna 4gotten

  • Wiadomości: 1838
  • Miasto: Stargard
  • Na forum od: 26.08.2012
na co czekać, cieplej już raczej nie będzie, a noce coraz dłuższe  :wink:
dalej przed siebie... najlepiej po asfalcie ;-)

Offline Mężczyzna Księgowy

  • .::Kolarska Patologia::.
  • Wiadomości: 4040
  • Miasto: Warszawa/Jabłonna
  • Na forum od: 30.12.2010
Dziś jechałem na szosie - i naprawdę dobrze wybrane równe drogi to podstawa. Kurcze miałem kawałek tylko dziurawej właśnie takiej mniejszej, a trzęsło mnie jak nie wiem co. Na takie długie trasy na szosę, to chyba tylko krajówki z szerokim poboczem, ev noca jakies wojewódzkie równe. Zawsze jakaś stacja z kawą jest, droga równa  a nocą i tak mały ruch. Za dnia cóż, wszystko zależy od samej drogi.
Jadę tam gdzie znika horyzont.
MP 2014 - 500km 25h28`|MP 2015 - 300km 20h30`|MP 2017 - 300km 21h01`|MP 2018 (DNF)- 519km 27h30``|BBT 550km (DNF) | POM500 46h33`|PGR 550km - 80h04`

Offline Mężczyzna chesteroni

  • Wiadomości: 673
  • Miasto: Toruń
  • Na forum od: 14.07.2012
Z tą kawą i stacjami to ostrożnie ;-) Ostatnio jechałem z Warszawy do Włocławka i wyjazd mi się opóźnił o ponad 5h, przez co moje gminobranie (głównie drogi wojewódzkie) wypadło w nocy. Na odcinku Palmiry-Płock nie miałem ani jednej stacji benzynowej czynnej 24h i brak kawy wyraźnie dał mi popalić. Co więcej, na DK62 na odcinku Wyszogród-Płock o ile wiem też nic nie ma.

To był błąd logistyczny, którego więcej nie zamierzam popełnić - lepiej mieć mały woreczek z rozpuszczalną kawą i zalewać zimną wodą niż zasypiać za kierownicą lub jechać 12 km/h.

Na nocne trasy polecam za to krajówki, im główniejsze, tym lepiej - zwykle są tam dobre asfalty i nie brakuje stacji całodobowych, a przy dobrych światełkach to nawet brak pobocza nie jest problematyczny.

A tak w ogóle to bardzo fajny test, też bym chciał sobie coś takiego zrobić, ale nie wiem, jakie przyjąć kryteria ilości snu przerywającej go. Czy 15min. na ławce aby się ogarnąć, to już  nocleg i koniec testu? A 30min. ?

Offline Mężczyzna Gallicjanin

  • Wiadomości: 351
  • Miasto: Tarnów
  • Na forum od: 10.01.2012
...
« Ostatnia zmiana: 5 Mar 2014, 10:14 Gallicjanin »

Offline Kobieta eranis

  • Wiadomości: 254
  • Miasto: Szczecin
  • Na forum od: 30.01.2013
Nie rozumiem co to ma wspólnego z wycieczką? Raczej na lekko?
Bo to było zwiedzanie terenów w których jeszcze nie byłam:) Ale masz racje - mozę to powienien być dział na lekko - chociaż lekko nie było... Nie za długo jestem na forum i czasem jeszcze się gubię..

Offline Mężczyzna Gallicjanin

  • Wiadomości: 351
  • Miasto: Tarnów
  • Na forum od: 10.01.2012
...
« Ostatnia zmiana: 5 Mar 2014, 10:14 Gallicjanin »

Offline Mężczyzna olo

  • Moderator Globalny
  • Wiadomości: 7086
  • Miasto: Bydgoszcz
  • Na forum od: 12.02.2011
przeniosłem do "Na lekko" ;-)
Cytat: Hipek
To, co napisał Olo, brzmi rozsądnie.


rdklstr

  • Gość
Na odcinku Palmiry-Płock nie miałem ani jednej stacji benzynowej czynnej 24h i brak kawy wyraźnie dał mi popalić. Co więcej, na DK62 na odcinku Wyszogród-Płock o ile wiem też nic nie ma

Nie mam co do tego wielkiej pewności, bo nie korzystam ze stacji, ale jako mieszkaniec tych rejonów, wydaje mi się, że 24h stacja jest w Zakroczymiu, tam gdzie 62ka przecina 7ke. Druga stacja jest jakieś 7-10km za Zakroczymiem, po północnej stronie drogi. Jeśli nie są 24h to przynajmniej do bardzo późna w nocy. Poza tym posucha i lasy:)

Wyprawka fajna:D Teraz moja kolej ;)

Tagi:
 









Organizujemy










Partnerzy





Patronat




Objęliśmy patronat medialny nad wyprawami:











CDN ....
Mobilna wersja forum