Przed psami staram się uciec, a jeśli jest to niemożliwe a napastnik natrętny zasłaniam się rowerem i udaję że podnoszę kamień - przeważnie działa
A z dzieciakami.... hmm w Rumunii najlepszym patentem okazała się ignorancja (biegli, żebrali ąz w końcu się znudzili), najgorsze było właśnie to jak raz mój towarzysz się zatrzymał i zaczął rozdawać cukierki (zaraz został otoczony, dzieci zaczęły się bić między sobą, na własną rękę starały się coś zdobyć próbując grzebać po sakwach - trudne to wszystko do ogarnięcia było) Fakt faktem jednak że dzieciaki pomimo że upierdliwe nigdy agresywne w stosunku do nas nie były