Niestety zjazd nam zepsuł kierowca ciężarówki, gdy go wyprzedziłem obudziła się w nim ambicja, zaczął trąbić jak opętany, jechał parę metrów za mną, niżej na bardziej płaskim kawałku udało mu się mnie wyprzedzić, później nas skutecznie przyblokował.
Jako, że obaj mieliśmy nocować w okolicach Pecu zaproponowałem by rzucić monetą w którą stronę za miasto pojedziemy, ale Miki (pewnie jeszcze wkurzony o ten market) uznał, że to ja powinienem pojechać w jego stronę
Tak więc nasze pożegnanie nie wypadło za okazale, może trochę za długo już jechaliśmy skazani tylko na siebie; ale oczywiście jeszcze raz bardzo dziękuję Mikiemu za trzy tygodnie wspólnej jazdy na tak trudnej i wymagającej trasie, takie wspólne akcje jak nocne przestawianie namiotów w potężnej wichurze, rzeźnicki podjazd na Malgę Palazzo, czy zjazd w ulewie z Zoncolanu na zawsze zostają w pamięci!
Troszkę z innej beczki. Jeszcze piękniej teraz (okiem forumowicza) wyglądają statystyki za lipiec:http://www.bikestats.pl/statystyki/top/20/2009/7 Uprzedzając Wasze zarzuty: może i faktycznie trochę się lansuję
No ale przeczytałeś co napisałem? To właśnie był jeden z tych rzadkich przypadków jazdy na wyprawie bez bagażu, bo na Otztal wjeżdżaliśmy tylko z jedną sakwą. Zjazd był bardzo szybki i w tunelu gdzie było sporo błota, na normalnej mokrej drodze niespecjalnie by to przeszkadzało. A są to tak rzadkie przypadki, że nie odczuwam potrzeby stosowania błotników w lecie
Nie bądź taki skromny Miki! Na zjeździe z przełęczy Kula do Kosowa obaj odwalaliśmy lepsze numery wyprzedzając tiry dużo dłuższe od tej ciężarówki
A na tym konkretnym zjeździe to zanim udało mi się wyprzedzić tego kolesia - to próbowałem tego kilkukrotnie i byłem ewidentnie przez niego blokowany, więc doskonale wiedział że za nim jadę. Po paru próbach wyczerpała się moja cierpliwość i wyprzedziłem go rzeczywiście na zakręcie z prawej, ale zakręt był ostry i jechał wtedy nie więcej niż 10km/h, tak więc do zmiażdżenia to IMO daleko było.
Co zrobiło nam nie największe wrażenie - 1. dzienne dystanse - dla mnie to po prostu kosmosy. My robimy na wyprawach około 100 km dziennie, na wiosnę powalczymy żeby się lepiej przygotować na lato ale do 240 km czy 170 km to chyba ja nie dojdę (i chyba bym nie chciał, bo wolę jednak jezdzić mniej i więcej oglądać)
Wszystko fajnie, tylko ja tego dnia przejechałem 186km w górzystym terenie, więc czasu na zaliczanie wyższej przełęczy i to dłuższą drogą niestety nie miałem . Jak chcesz przejechać pół Europy jak my na tej wyprawie - to dokonujesz w pełni świadomego wyboru rezygnując z części ciekawych miejsc, bo wszystkiego w mijanej okolicy nie sposób zobaczyć; my na tej trasie i tak widzieliśmy naprawdę masę atrakcji i widoków pewnie dużo piękniejszych niż ten o którym wspominasz. Na wyprawie do Macedonii - niezaliczenie tego podjazdu byłoby sporą "dziurą" w programie trasy, na wyprawie z Warszawy do Aten przez Monachium - już specjalnie nie razi.
No ale chyba zdajesz sobie sprawę, że takie są ograniczenia wyprawy o dużym przebiegu? To jest kwestia wyboru - albo dużo na rowerze, albo dużo zwiedzania.
I taka argumentacja mnie przekonuje. Każdy ma swój styl, swój sposób na zwiedzanie, jedna osoba woli "ekspresem" przejechać przez dany kraj, skupiając się na największych perełkach, inna woli skupić się na jednym regionie i tam odwiedzić każde drzewo pomnikowe i krzyż przydrożny... Jeśli Michał lubi połykać kilometry kosztem co pomniejszych atrakcji - jego wybór. Nie ma sensu krytykować czyjegoś pomysłu na podróżowanie, jeśli on tego wyboru dokonał świadomie i "co gorsza" jest z niego zadowolony Ja stopień powodzenia wyprawy swojego czasu także mierzyłem prostym wzorem ilość km/liczba dni - teraz do tego podchodzę zupełnie inaczej Każdy w miarę zaawansowania znajdzie swój złoty punkt pod względem dokładności poznawania okolicy a ilości kilometrów.
Chyba rzeczywiście każdy z nas ma inny punkt widzenia i odbierania tego, co w wyprawie najważniejsze. Tobie Krzysztofie np. nie podobał się Sv Naum, mi podobał się bardzo. Najważniejsze jednak, że obydwaj tam byliśmy i możemy sobie teraz o nim podyskutować
Cytat: "jedenkg"W końcu wybraliście się w naprawdę piękne tereny, a więc mimo wszystko zobaczenie czegoś fajnego i zwiedzanie było ważnym elementem wyprawy. W takim rozumieniu, pozostanę przy swoim, że nie zatrzymanie się na dłuższą chwilę w niektórych miejscach (perełkach) jest dla mnie trudne do zrozumienia. W moim odczuciu, już lepiej było odpuścić sobie część polską, czy niemiecką, a zyskany zapas czasu spożytkować na owe perełkiNo ale widzisz - Twoje odczucie w tym względzie jest niespecjalnie istotne, decydowało jednak moje
W końcu wybraliście się w naprawdę piękne tereny, a więc mimo wszystko zobaczenie czegoś fajnego i zwiedzanie było ważnym elementem wyprawy. W takim rozumieniu, pozostanę przy swoim, że nie zatrzymanie się na dłuższą chwilę w niektórych miejscach (perełkach) jest dla mnie trudne do zrozumienia. W moim odczuciu, już lepiej było odpuścić sobie część polską, czy niemiecką, a zyskany zapas czasu spożytkować na owe perełki
Każdy w miarę zaawansowania znajdzie swój złoty punkt pod względem dokładności poznawania okolicy a ilości kilometrów.
Dla mnie osobiście zwiedzanie muzeów, kościołów, monastyrów itd. na wyjeździe rowerowym niespecjalnie ma sens, są problemy z zostawieniem roweru
Takową odwiedziłem kiedyś w Radrużu przy granicy z Ukrainą - piękna cerkiew, jedna z najstarszych w Polsce. Warto było odnaleźć klucznika...