To nie są skutery. To samo nie jedzie. To jest rower ze wspomaganiem, który dodaje ileś tam watów.
Posłuchajcie jakimi słowami skwitował technologiczny postęp, u którego stało całe kolarstwo: „(p)rzyklaskuję tej próbie, ale nadal uważam, że zmienne przełożenie jest dla ludzi powyżej czterdziestego piątego roku życia. Czy nie lepiej triumfować siłą mięśni niż fortelowi przerzutki? Stajemy się słabi. Proszę was, przyjaciele, przyznajmy, że próba ta była ciekawym pokazem dla naszych dziadków! Jak dla mnie, dajcie mi ostre koło!”.
Przykład Morskiego Oka jest całkiem trafny, bo podążając za wygodą zawsze udaje się nam dojść do przesady. Ostatnio wracałem z Kołobrzegu w towarzystwie takiego fulla, którego właściciel narzekał na PKP, że wieszaki za małe montujeTydzień później mijałem samochodem podobną maszynę w mieście. Jechała co najmniej 40km/h, do skrzyżowania, później poszedł slalom chodnik, przystanek, chodnik, droga poprzeczna. Pozostaje sobie wyobrazić, jak wygląda szlak w lesie po jej wizycie. Moim zdaniem z kolarstwem ma to już niewiele wspólnego, ze zdrowym rozsądkiem takze.