Czołem! Lub jak mawia Doktor Wilczur - Serwus! :)
Dawno mnie nie tu było... No cóż, jak się obsługuje różne firmowe fanpejdże, robi strony internetowe itp., to już odpoczywać lepiej z dala od komputera. Niemniej, nadal jeżdżę górsko, wyprawowo, a ostatnio nawet szosowo (Marin Argenta Elite), co do niedawna było dla mnie nie do pomyślenia, żeby dosiadać kolarkę, bo jakoś przemykanie wśród samochodów mnie nie kusiło. Ale dosiadłem i jest fajnie! I jeśli ktoś gardzi kolarką, jak ja do niedawna, to koniecznie musi przynajmniej spróbować i może zmieni zdanie :) Fakt faktem, że wkrótce będę ją sprzedawał, żeby zamienić na gravela, bo jednak taka opcja jest bardziej uniwersalna, ale to inna bajka..
Ale do rzeczy - otworzyłem ten temat, żeby zainteresować swoim nowym projektem, jakim jest
POWERower.pl. Interesując się ostatnimi czasy dość intensywnie rowerami elektrycznymi, znaleźliśmy w naszym bielskim gronie taki KIT do samodzielnego montażu, który nazywa się Lift-MTB (robota Francuzów). Wydaje się to być najrozsądniejsze rozwiązanie na szybką i łatwą przeróbkę własnego roweru na elektryka. Ale takiego elektryka z prawdziwego zdarzenia. Niestety jest drożej niż w przypadku patentów typu Bafang czy jakichś silników w kołach, ale po pierwsze to inna półka i nie ma za bardzo co porównywać, a jak porównywać to do zaawansowanych gotowych rowerów elektrycznych i w stosunku do nich wychodzi wciąż taniej i do tego jest lekko, prosto i trwale (Francuzi na tym skaczą, uprawiają DH itp.).
Chociaż sezon się już kończy, to jest jeszcze w planie przetestowanie tego patentu w rowerze podczas niedługiego wyjazdu z sakwami. Zobaczymy jak się sprawdzi i na ile wystarczy baterii. Po testach podzielę się spostrzeżeniami. Na razie wciąż testujemy w rowerze "na lekko" i póki co zestaw nieźle się sprawdza.
Pytajcie, jak coś potrzeba wyjaśnić. Chętnie też poznam opinie co do Waszych opinii za i przeciw, by podczas wypraw używać elektryka.

Pozdrowienia
Kris