dziennikarka https://www.tvp.info
Zawsze, ile razy połknąłem muchę, a szczególnie (chyba) chrabąszcza, to przymierzałem się do spróbowania jazdy z maseczką, ale nigdy do tego nie doszło. Teraz od czwartku, żeby nie kopać się z koniem, zakładam maseczkę, ale po pierwszych próbach, jest ona zakładana od wiwatu, tak aby była, ale nie utrudniała oddechu. Przypuszczam, że przed muchami byłaby to jakaś ochrona, ale nie przed wirusem raczej żadna.
Chyba nie do końca, bo maseczki z zaworami nie filtrują wydychanego powietrza wcale.
Dłonią też się nie zasłaniasz jak kichasz?